Moja lista blogów

Szukaj na tym blogu

sobota, 16 stycznia 2010

Dobry wieczór.
Daruję sobie wstępy, tym bardziej, że nie wiem jeszcze, co tu będzie i czy w ogóle, więc i nie ma co się ogłaszać. Się zobaczy, się popisze, się ogłosi.

Czas taki, że podsumowania minionych 365 dni miksują się z pobożnymi życzeniami co do kolejnych 365. Czasem trudno rozgraniczyć, co jest faktycznym docenieniem, a co próbą zaklinania rzeczywistości i kopniakiem na rozruch, prosto w artystyczną żyć, w staropolskim sensie.
Muzycznie się cofam, boleję nad tym. Zgredzieję. Radio Eska Rock i zdawkowo - Trójka, zakreślają niezbyt odległe pola moich poszukiwań. Wprawdzie Budki Suflera bym za "Rockową kapelę roku" nie uznał, ale i kontrkandydatów ciężko byłoby mi podać. Chyba powoli grzęznę w trójkątnym bagienku - King Crimson - Pink Floyd - Marillion, a gdzieś tam po brzegach wesoło hulają wolne elektrony wiecznie młodych Stonesów, Waitsa, Cave'a czy Tori Amos. I tylko z Rudą jestem w miarę na bieżąco. Nie poświęciłem muzyce za wiele czasu w ostatnim roku. Tło w samochodzie, tło w pracy, tło w domu - gdzie te czasy, kiedy łzy mi leciały przy "Starless and bible black" albo odliczałem dni, bo Beksa zapowiedział, że znów puści "Floodland" do nagrania. Kanał lewy, kanał prawy. Czas się zagęszcza - film, coś do czytania, a muzyka tylko jako ścieżka dźwiękowa. Nawet nie szukam, w ogóle. A to, co już przypadkiem znajduję, nie do końca mnie kręci. Porcupine Tree, Dream Theatre czy Riverside - w sferze proga pozostając - to takie nudne, wtórne i piskliwe...
White Stripes, The Killers, Kings of Leon, Radiohead, powrót Faith no More - to mnie ubawiło. Ale też żadna to awangarda, więc i poczucie zgredzenia gotowe. Namiary na nową, niezblazowana muzyke przyjmę:) Ogólnie muzycznie rok 2009 skreślam - nie było go. Nihil novi.
Za to był komiksowo - to na pewno!
Absolutnie najlepszym komiksem, jaki przeczytałem w 2009 roku było"Scalped". Pierwsze cztery tomy, bo piąty przyjechał do mnie już na początku stycznia. Mocny, drapieżny, bezwzlędny kryminał, dziejący się współcześnie w indiańskim rezerwacie. Przyćmił nawet "Criminal" Brubaker'a - też zajebistą serię, ale po "Scalped" gładką i grzeczną się wydaje, jak Chandler po Ellroy'u czy NYPD Blue po Sopranos. Taki Panie "trynd" - realizm wygrywa, juz nie mogę sie doczekać, co kiedyś przyćmi "Scalped" w kategorii "neo-noir". Ale myk z indiańskim rezerwatem jako "miastem grzechu" - bezbłędny, trafiony w dychę i chyba nie do powtórzenia.
I "Powers" - niezgrany policyjny duet - rookie plus stary wyga (jakie to oklepane) w mieście, gdzie po niebie latają a po dachach skaczą prawdziwi "super...". Jak ich przesłuchać, jak do nich strzelać? Trzy twardookładkowe tomiska w imprincie Icon już wyszły, jesli kolejnych tomów (juz w Marvel'u wydanych) nie będzie choć w zapowiedziach - obiecałem sobie - do czerwca 2010, to kupuję resztę w trejdach, jak leci. Bo do czerwca wytrzymam, czytając "Rising Stars", "DC:New Frontier", "Jinx" i Daredevila Bendis'a i potem Brubaker'a. No i to, co w Polsze będzie.
A to co było w Polsze, też było fajne - "Łaumę" KRL'a każdy już opisał, "młody zdolny" już się wytarło, jako określenie. Komiks kapitalny, dopiero raz go póki co przeczytałem. Tylko dlatego, że lektury goniły czytadła i nawzajem. A z takiego "Big Guy i Rusty Robochłopiec" to śmiałem się nawet dwa dni po lekturze - kapitalna parodia "monster movies", które zawsze lubiłem. Co do parodii - Kultura Gniewu wydała "Hmmarlowe" chyba pierwszy swój humorystyczny komiks, a Egmont "Ibikus" - komiks w tym najlepszym, europejskim stylu. W ogóle Europa dominowała - "Torpedo" - prześmiewczo a jednak brutalnie o amerykańskich gangsterach portugalskim okiem, "Maksym Osa" - ukraiński prywatny detektyw, "RG" - o pracy francuskiej policji. Post podgonił i zamknął "Lupusa", teraz szukam czasu, żeby samemu podgonić. "Baśnie" - wreszcie amerykańska, kolejna po "Kaznodziei" seria, na której ćwiczę silną wolę - nie kupować oryginałów! I jest trudniej niż wtedy. A "Klezmerzy" prawie-prawie załatali dziurke po "Kocie Rabina", którego to oby Post nie zarzucił. Timof wydał rewelacyjnych "Wykiwanych"i "Opowieści z Essex", Kultura Gniewu "Trzy Cienie" a Taurus "Stój...".
Tyle czytania, że już wiem, czemu nie miałem czasu na muzykę.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Udało się jednak, więc jeszcze raz:

    Obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też obserwuję choć nie do końca oficjalnie;)

    OdpowiedzUsuń